Zanim powstanie obraz
Przestrzeń, która pozwala mi rosnąć
Porządek nie jest dla mnie estetycznym dodatkiem.
Jest pierwszym gestem wobec obrazu.
Zanim zaczynam malować, porządkuję przestrzeń.
Prawda jest taka, że potrzebuję porządku nie tylko przed obrazem.
Potrzebuję go na co dzień – do życia, do oddychania, do rozluźnienia.
Bałagan odczuwam fizycznie.
Kiedy przestrzeń wokół mnie jest chaotyczna, moje ciało jest w napięciu.
Jakby powietrze gęstniało.
Kiedy wszystko ma swoje miejsce, zaczynam oddychać swobodniej.
Pojawia się cisza, w której mogę usłyszeć siebie.
Jakby przestrzeń zewnętrzna i wewnętrzna były połączone cienką nicią.
Powietrze wokół
Jestem osobą wysoko wrażliwą.
Dźwięki, światło, napięcia w przestrzeni odbieram intensywniej niż większość ludzi.
Nie potrzebuję wielu bodźców.
Nie maluję przy muzyce.
Najczęściej towarzyszy mi cisza albo odgłosy natury za oknem.
Porządek jest dla mnie jak czyste powietrze.
Przestrzeń, w której nic mnie nie atakuje.
To sposób, w jaki mój układ nerwowy odzyskuje równowagę.
Intensywność
Kiedy tworzę, robię to intensywnie.
Wchodzę w obraz całkowicie – emocjonalnie i fizycznie.
Potrzebuję ogromnego skupienia.
Im więcej we mnie intensywności,
tym bardziej potrzebuję stabilnej struktury wokół siebie.
Struktura nie ogranicza emocji.
Ona daje im ramy.
Dopiero w takim „powietrzu” mogę wejść w intensywność tworzenia.
Bo wiem, że nic nie będzie walczyło o moją uwagę.
Porządek, który tworzę przed rozpoczęciem pracy, jest jak próg.
Ale kiedy zaczynam malować, nie ma już czasu na poprawianie przestrzeni.
Wszystko podporządkowane jest obrazowi.
Decyzje zapadają szybko.
Ruchy są intensywne.
Pojawiają się nagłe zmiany kierunku.
Tubki przestają wisieć równo – jakby straciły cierpliwość do porządku.
Szkice biegają po stole, zderzają się ze sobą, podsuwają pod rękę.
Kolory nie czekają na pozwolenie,
wychodzą poza swoje miejsca, mieszają się, rozlewają decyzje.
Przestrzeń zaczyna oddychać szybciej.
To nie jest bałagan.
To jest moment, w którym obraz przejmuje ster.
To, co wcześniej było strukturą, teraz staje się tłem dla intensywności.
I wtedy pojawia się coś na kształt artystycznego nieładu –
nie z braku kontroli, lecz z całkowitego oddania pracy.
Jak przed świętem
Przed rozpoczęciem nowego obrazu porządek nabiera innego znaczenia.
Staje się bardziej świadomy. Bardziej uważny.
Nowy obraz jest dla mnie jak święto.
Jak przyjęcie czegoś ważnego.
Nie zaczynam go w pośpiechu.
Nie zaczynam byle jak.
Najpierw przygotowuję przestrzeń.
Dopiero potem pojawia się pierwszy kolor.
Nowa przestrzeń
Dziś moja pracownia mieści się na poddaszu domu.
To niewielka, dość ciemna przestrzeń, wymagająca walki o światło.
Uczę się w niej pracować.
Uczę się ustawiać lampy, łapać odpowiedni kąt, tworzyć swoje „powietrze” nawet tam, gdzie nie jest ono oczywiste.
Ale od jakiegoś czasu dzieje się coś ważnego.
Rozpoczęłam remont budynku, który stanie się moją nową przestrzenią pracy.
Pracownią tworzoną z myślą o świetle, ciszy i oddechu.
Czuję ekscytację.
Jakby to była zapowiedź kolejnego etapu.
I bardzo czekam na ten moment.
Profesorowi S. – w obronie porządku 😉