Z czego utkane są moje obrazy – o mnie, o emocjach i o sztuce
Introspekcja – subiektywnie
Jeśli chcecie zajrzeć trochę głębiej w to, skąd biorą się moje obrazy i jak moje cechy charakteru wpływają na proces twórczy, to tutaj znajdziecie kilka odpowiedzi. To taki krótki portret – o moim wewnętrznym świecie i tym, jak przenika do mojej sztuki.
Każdy artysta ma swój własny rytm tworzenia.
Jedni działają spontanicznie, inni planują każdy szczegół.
Ja jestem gdzieś pomiędzy – pomiędzy intuicją a porządkiem, między emocją a strukturą, między światłem a cieniem.
A skąd w ogóle ten wpis? Ostatnio usłyszałam , że mam osobowość zero‑jedynkową. Uśmiałam się – bo to trafiło w punkt – i wtedy zaczęłam zastanawiać się, jak poszczególne cechy charakteru wpływają na moje malarstwo. I tak narodził się pomysł na ten wpis.
Nie znoszę udawania, pozorów i powierzchowności.
Prawda, spójność i intencja są dla mnie kluczowe – zarówno w sztuce, jak i w relacjach.
To, co tworzę, musi być szczere, mieć sens i wewnętrzne światło.
Sztuka to dla mnie coś więcej niż efekt końcowy.
To sposób, w jaki myślę, czuję i patrzę na świat.
Zanim powstanie obraz, dzieje się cała historia – wewnętrzna, niewidoczna dla nikogo.
To z niej utkane są moje prace.
Z potrzeby porządku wewnętrznego
Lubię, gdy rzeczy są poukładane, wiem, co po czym następuje i mogę się oprzeć na strukturze.
Nie dlatego, że boję się chaosu, tylko dlatego, że w jasności odnajduję spokój.
To daje mi ogromną skuteczność w działaniu – potrafię przełożyć emocje na konkret, marzenie na plan, a plan na gotowy efekt.
Nie jest to chłodna kalkulacja, raczej spokojna umiejętność nadawania formy temu, co czuję.
Dzięki temu moja twórczość nie jest jedynie emocją – staje się rzeczywistością.
Głęboka koncentracja
Kiedy coś mnie pochłania, nie ma półśrodków.
Działam w skupieniu, intensywnie, aż do wyczerpania.
Myślę, że widać w moich pracach tę intensywność – można powiedzieć, że wkładam w nie całą swoją duszę.
Z introwersji i potrzeby ciszy
Cisza jest dla mnie przestrzenią twórczą.
To w niej najczęściej rodzą się pomysły, obrazy, słowa.
Nie potrzebuję wielu bodźców z zewnątrz – przeciwnie, za dużo hałasu potrafi mnie zablokować.
Lubię samotność, ale nie chłodną – raczej taką, w której można usłyszeć własne myśli.
I właśnie dlatego bliskość z naturą jest dla mnie tak ważna – spacer po lesie, zapach ziemi, proste i subtelne bodźce, które nie przytłaczają, a ładują akumulatory.
Z nich biorą się moje obrazy – z chwil zatrzymania, uważności, bliskości z tym, co delikatne.
Z potrzeby autentyczności
Nie umiem udawać.
Jeśli coś czuję – widać to.
Jeśli coś mnie porusza, to bardzo głęboko.
Nie potrafię tworzyć rzeczy, w które nie wierzę.
Mam silne poczucie uczciwości wobec siebie i innych.
Nie lubię cwaniactwa, skrótów, marketingowych trików ani pozorów.
Zawsze szukam czystego zamiaru – w relacjach, w słowach, w sztuce.
Jeśli coś robię – wkładam w to serce, intencję i pełne skupienie.
Wierzę, że tylko tak można tworzyć prawdziwie.
Z równowagi między emocją a logiką
Nie muszę wybierać między sercem a rozsądkiem.
Można tworzyć emocjonalnie, a jednocześnie myśleć jasno.
Można być delikatną i stanowczą, czułą i konsekwentną.
To połączenie daje mi siłę – i to właśnie ono tworzy rytm mojej sztuki.
Z intuicji i struktury
Mam w sobie dość niezwykłą kompilację –
tworzę emocjonalnie, ale pracuję systemowo.
To połączenie sprawia, że moje prace mają swój charakter – są zakorzenione w emocjach, ale dopracowane w formie.
Nie są przypadkowe, bo rodzą się z uczucia, które znajduje dla siebie porządek i kształt.
Mój mąż śmieje się, że w jednej osobie łączę niemiecką precyzję i hiszpański temperament.
Gdy te impulsy się spotykają, powstają projekty, w których jest miejsce jednocześnie na głębokie emocje, i wyciszenie.
⸻
Wciąż się zmieniam, ale nie tracę kierunku.
Uczę się – siebie, świata i sztuki.
Dojrzewam w zgodzie ze sobą.