Magia codzienności – co mnie inspiruje?

inspiracja

Inspiracja nie zawsze przychodzi z wielkich podróży, spektakularnych wydarzeń czy niezwykłych przeżyć. Często ukrywa się tuż obok – w migoczącym świetle poranka, w kształcie chmur, w cieniu drzew tańczącym na ścianie. Wystarczy się zatrzymać i spojrzeć uważniej.

Dla mnie magia codzienności to momenty, które otwierają drzwi do wyobraźni. Cisza lasu, gdzie myśli płyną swobodnie. Stare, popękane ściany kamienic, które snują własne historie. To właśnie te drobne elementy świata wokół mnie przenikają do moich obrazów i ilustracji.

Mam wrażenie, że inspiracja to szept rzeczywistości, który można usłyszeć tylko wtedy, gdy pozwoli się sobie na zatrzymanie. Czasami pojawia się w postaci zdania przeczytanego w książce, które poruszy głęboko. W kolorach, w załamaniu światła.

W dzisiejszym świecie wszystko dzieje się szybko. Łatwo zgubić to, co delikatne i ulotne. Dlatego staram się na chwilę zwolnić. Często nie trzeba daleko szukać – inspiracja jest na wyciągnięcie ręki- rano, przy filiżance herbaty, patrzę na światło wpadające przez okno i obserwuję, jak zmienia kolory w pokoju. Kiedy spaceruję po lesie, dotykam kory drzew, czuję zapach ziemi po deszczu. Te wrażenia zostają we mnie i powracają, gdy siadam do malowania.

Ogromnym źródłem inspiracji są dla mnie również albumy, czasopisma i książki. Przeglądanie starych ilustracji, odkrywanie dawnych mistrzów plakatu, podziwianie nieoczywistych zestawień kolorów i eksperymentalnych technik – to wszystko pobudza moją wyobraźnię i otwiera nowe ścieżki twórcze. Czasem jedno zdjęcie czy ilustracja potrafią uruchomić lawinę pomysłów. Uwielbiam zatapiać się w wizualnym świecie, szukając w nim nowych sposobów na opowiadanie historii.

Jednak najbardziej wyjątkowe pomysły przychodzą do mnie tuż przed zaśnięciem. To ten moment między snem a jawą, gdzie okruchy dnia rozlewają się w senne wizje. To właśnie wtedy, na granicy snu, pojawiają się rozwiązania twórczych dylematów , które najbardziej zaprzątały mnie w ciągu dnia. Właśnie dlatego zawsze mam przy łóżku szkicownik, w którym staram się notować myśli, zanim rozpłyną się w sen. Czasem jest to kilka słów, czasem szybki szkic, który rano przypomina mi o czymś ważnym. To mój sposób na uchwycenie inspiracji, zanim zdąży umknąć.

Podobnie jest z ilustracjami. Pozwalam im swobodnie się rozwijać. Na początku mam jedynie ogólny zarys historii. Daję jej przestrzeń i czas, a myśli swobodnie płyną. Dopiero na końcu tworzę luźny szkic, który staje się punktem wyjścia do ilustracji. W moim świecie wyobraźnia nie zna granic, a wędrówka, jaką podejmuję przy każdej pracy, jest równie ważna, co sam efekt końcowy. A jeśli chodzi o tematykę ilustracji, to jak już pewnie zdążyliście zauważyć … moje zwierzęta od zawsze były i będą niekończącą się inspiracją. Ich ruchy, spojrzenia, tajemniczość – wszystko to w naturalny sposób przenika do moich ilustracji, nadając im czułość i odrobinę baśniowego charakteru.

Ciekawe jest to, że ta sama inspiracja może prowadzić do zupełnie różnych efektów. Nie wiem, dokąd zaprowadzi mnie wyobraźnia, ale ufam temu procesowi. Bo sztuka jest dla mnie właśnie tym – zaufaniem do tego, co ulotne, dostrzeganiem piękna w tym, co zwyczajne, otwieraniem się na świat takim, jaki jest, i nadawaniem mu nowej formy.

A Was co inspiruje? Czy macie swoje małe, codzienne rytuały, które pomagają dostrzegać niezwykłość w zwykłym? Może to poranna kawa wypita w spokoju, moment ciszy przed snem, spacer w deszczu, dźwięk ulubionej piosenki, który budzi w Was wspomnienia? A może przeglądanie książek, albumów lub ilustracji, które otwierają przed Wami nowe światy?